Jak się uczyć na porażkach?

„Porażka” – obciach czy siła napędowa?

Każdy z nas chce, żeby jego droga życiowa od rana do wieczora była pasmem kolejnych sukcesów.

Całe życie programujemy się by czuć się człowiekiem sukcesu.

Od porażek uciekamy jak od ognia. Ukrywamy je pod dywan, żeby nikt nie widział.

Porażka to obciach, upokorzenie, wstyd, rozczarowanie, wkurzenie i frustracja.

Tak bardzo jej się boimy, że paraliżuje nasze działania. Zamiast działać i próbować nowych prób, wycofujemy się.

Lęk przed wstydem (przed sobą i przed innymi) często powoduje, że gdy coś nam nie wychodzi od razu z  podkulonym ogonem wracamy tam gdzie zaczynaliśmy. Niby nasza decyzja spowodowała, że nie odnieśliśmy jeszcze większej ilości rozczarowań, a jednak nie jesteśmy szczęśliwi. Czujemy się paskudnie.

Miałeś tak kiedyś?

Andrea Waltz i Richard Fenton myślą o porażkach zupełnie odwrotnie. Wspólnie napisali książkę „Go for No”. Na przekór wszystkiemu udowadniają w niej, że „NIE” czyli odmowa jest naszym wielkim przyjacielem, którego zupełnie niedoceniamy. Podtytuł książki brzmi: „Yes is destination NO is the way to go there”. „NIE” nie jest porażką, jest naszą drogą do sukcesu. Co o tym myślisz?

Porażka powoduje w nas:

  • brak poczucia skuteczności,
  • obniża poczucie wartości,
  • a dodatkowo hamuje nasze działania ograniczając nasze możliwości.

Całe życie chcemy czuć się zwycięzcami.

Paradoksalnie często przez strach przed porażką nie robimy tego co powinniśmy. 

A jakby zmienić swoje myślenie i może zacząć się uczyć akceptowania odmów?

Historie znanych osób pokazują, ze prawie każda z tych osób odnosiła niezliczoną ilość porażek.

A co by było, gdybyśmy nasze porażki uznawali za sukcesy?

Andrea Waltz radzi, żebyśmy zmienili nasze tradycyjne myślenie i zmienili nasze oprogramowanie. Sugeruje, żeby wymienić „NIE”- porażkę na  „NIE” – sukces.  Paradoksalnie więcej błędów to więcej prób, przemyśleń, i nowych szans.

Ślepy łucznik, który strzela ma więcej szans trafienia w tarczę, w 10-kę,  od łucznika, który ma wspaniały wzrok ale obawia się, że nie trafi.

Ostatnio grałem z synem w popularnego tysiąca. Pewnie każdy zna zasady, nie będę ich tu opisywał.  Miałem 940 punktów, moja Aneta 920  a On 180.  Prawie 700 punktów różnicy. My dorośli, mając dużo punktów graliśmy asekuracyjnie bojąc się stracić je przed samą metą. Mój syn wiedział, że jego szanse na wygraną są nikłe, nie miał nic do stracenia, na okrągło licytował kolejną grę. Przez 14 rozdań brał musik. Wygrywał i przegrywał. Próbował. W końcu udało mu się ugrać aż 920 punktów. W końcu przegrał ale to nie my czuliśmy się zwycięzcami tylko ON. Skubany przestał się bać porażki i prawie wygrał! 😉 W życiu, w biznesie ta metoda też się może sprawdzać.

Autorzy książki zachęcają, żeby samemu stworzyć sobie … nawyk porażki.

👉 Pozwolić sobie na 1, 5, 10 lub 20 porażek dziennie.

Zrobić sobie listę i zapisywać TO co nam się nie udało. Tyle, że nie z gniewem. Z uśmiechem.  według nich te proste zabawy pozwolą na zwiększenie odwagi na zrzucenie bagażu strachu i wewnętrznych blokad, które posiadamy. Pamiętajcie, że każde działanie to proces. Każda odmowa lub porażka przybliża do sukcesu.

Jak Ci się podoba ta metoda?

PS. Znam dwa angielskie akronimy, które wspierają współpracę z porażką:

1)   NO to „Next Opportunity” –  Kolejna możliwość!

2)  FAIL (czyli porażka) oznacza – First Attempt in Learning. Pierwsza próba w nauce.

🍏 A Tobie co pomaga w uporaniu się z porażką?

PS2. Jak mogę Ci pomóc?